Flag Counter
środa, 21 listopada 2018

Myślę, że miejsca odwiedzane tłumnie przez turystów tracą urok. Na szczęście w miastach i miasteczkach, choćby były rozdeptywane przez rzesze ludzi zawsze znajdzie się jakaś uliczka albo zakątek, gdzie jest cicho, spokojnie i pusto. Ja zawsze szukam takich miejsc i zwykle znajduję, bo przecież nikt ich nie ukrywa. W maleńkich Martwych Wodach znalazłam na przykład:

Camargue - Aigues Mortes back street

Puściutko, widzicie? A kilka ulic dalej trzeba się przeciskać. Poniżej: kolejne puste miejsce, gdzie spotkałam piękne stworzenie:

Camargue - Aigues Mortes back street

Wracamy na główny plac, gdzie pod jedną ze ścian odkrywam to:

Camargue - Aigues Mortes main square

Tak, to defibrylator. Na ulicy. Przyrząd do ratowania życia dostępny powszechnie, dla każdego, kto padnie na ulicy i będzie potrzebował natychmiastowej pomocy. Bez czekania na karetkę. Zadziwiające i wspaniałe. Brawo Francuzi. (Potem widziałam defibrylatory w wielu miastach w UK i w Niemczech, tak jak ten stojące na ulicach, albo, jak w UK w nieużywanych budkach telefonicznych).

Na koniec zaglądamy jeszcze do raju dla łasuchów, gdzie ogladamy wszystko z dziecięcym zachwytem i kupujemy nugat i landrynki.

Camargue - Aigues Mortes sweet shop

Camargue - Aigues Mortes sweet shop

Słodko!

niedziela, 14 stycznia 2018

Kiedyś, nie tak dawno, Aigues Mortes leżały nad morzem. Ten fakt zdeterminował rolę miasta w tych nie tak dawnych czasach. Czasy były XIII wieczne, we Francji rządził król Ludwik IX, który jak większość ówczesnych władców, szlachty, chłopów, przedstawicieli zakonów, żebraków i mieszczan postanowił zniszczyć życie sobie i tysiącom innowierców, żyjących spokojnie w mieście Jerozolima i okolicach. W tym celu wybudował port / twierdzę, nazwał ją Aigues Mortes, zgromadził flotę i setki takich samych idiotów jak on i wyruszył do Ziemi Świętej na siódmą krucjatę w roku 1248.

Poniżej: w średniowieczu tu było już morze. W oddali widać góry soli.

Aigues Mortes, Camargue, salt industrie

W Ziemi Świetej nic nie zwojował, przez cztery lata siedział w egipskiej niewoli, ale niczego nie pojął i kilka lat później, w 1270 roku wyruszył na ósmą wyprawę krzyżową do Tunisu. Wtedy los już nie był łaskawy - Śmierć przyszedł po niego pod postacią dezynterii i tak skończyła się wielka wyprawa.

Aigues Mortes, mury obronne

Ludwik, jak wielu innych morderców i dręczycieli został świętym kościoła katolickiego. Oprócz najeżdżania innych narodów, dodatkowym kryterium było zapewne jedenaścioro dzieci, które spłodził, ale to już zupełnie inna historia.

Aigues Mortes, Constance Tower

Zwróćcie uwagę na wieżę wznoszącą się wysoko nad murami obronnymi. Jest częścią frotyfikacji miasta, którą to fortyfikację uważano za jedną z najlepszych w Europie. Mury wieży mają 6 metrów grubości! Początkowo wieża służyła jako miejsce do konsekracji rycerzy zakonu Templariuszy, a później jako więzienie, zwłaszcza w okresie wojen religijnych jako miejsce uwięzienia hugonockich kobiet.

Aigues Mortes, mury obronne

W XV wieku morze zupełnie "odsunęło się" od murów miasta. Port był dla Aigues Mortes sprawą życia i śmierci, więc miasto podupadło, ludność z 15 000 zmniejszyła się do 5 000. W XIX wieku w mieście mieszkało zaledwie 2 500 ludzi, obecnie stałych mieszkańców jest około 8 000.

Aigues Mortes, kościół Louisa IX

Powyżej jeszcze jeden średniowieczny obiekt: kościół świętego Louis'a, tak naprawdę pod wezwaniem Notre Dame des Sablons.

środa, 13 września 2017

W języku oksytańskim (u nas nazywanym prowansalskim, choć najberdziej przypomina kataloński) Aigues Mortes oznacza Martwe Wody, bo jak ma się nazywać mała, średniowieczna twierdza leżąca na skrzyżowaniu dwóch kanałów, wyrastająca w samym sercu bagien Camargue? W sezonie miasto napakowane jest turystami, którzy wiedzeni owczym pędem (niezależnie od narodowości) przechodzą z parkingów przez główną bramę:

Camargue - main gate Aigues Mortes

Potem idą główną ulicą pełną sklepów różnej maści, choć głównie są to sklepy z pamiątkami, w których króluje lawenda w postaci mydeł, perfum, haftów, suszów, poduszeczek, wianuszków, świec, malunkach na wszystkim oraz lawendy par excellence. Poza tym mija się po drodze lodziarnie z (a jakze) lodami lawendowymi (Zbigowi smakowały, ja oddałam mu swoją porcję, bo dla mnie były łe), kaafejki, kilka sklepów z odzieżą dla turystów, bo normalny człowiek w tym badziewiu nie chodzi. Po drodze trzeba kupić kawał lokalnego nugatu:

 

Camargue - Aigues Mortes local nougatt

Spacer zwykle kończy się na głównym placu w jednej z kilku restauracji z bardzo zwyczajnym jedzeniem. Restauracja z lewej strony:

Camargue - Aigues Mortes main square

Restauracja z prawej strony:

Camargue - Aigues Mortes main square

I środek placu, na którym ja, nasi Francuzi (Francoise i Christian) i oczywiście król (święty) Louis IX.

P1060681

Ale o znienawidzonym przeze mnie królu i do tego świętym następnym razem. 

P.S.Kunszt kulinarny regionu ukrywa się w bocznych uliczka i cienistych zaułkach. 

piątek, 02 czerwca 2017

Camargue to kraina pełna wody. Poprzecinana kanałami, większymi i mniejszymi dopływami Rodanu i jeszcze do tego wielkimi kawałami bagien pełna jest wodnych stworzeń. Jedziemy właśnie do Saintes-Maries-de la Mer mijając mieszkalne barki na jednym z kanałów:

Camargue houseboat

Mieszkanie na barce jest na pewno bardzo romantyczne i wielu ludzi chciałoby mieć taki dom i zostać jednym z takich wodnych stworzeń. Koszty życia są na pewno niższe niż na stałym lądzie, ale gdzie uciec przed komarami? 

Camargue houseboat

Celem podróży jest Le Fangassier - jedyne miejsce we Francji, gdzie żyją i rozmnażają się (!) różowe flamingi:

Camargue pink flamingos

Są najwyższymi ptakami brodzącymi w Camargue - mierzą od 1,40 do 1,60 m. Para składa tylko 1 jajo rocznie i jak łatwo policzyć ma tylko jedno dziecko. 

Camargue - pink flamingos

Kolonie flamingów (różowych) powstały, kiedy ptaki przez tysiąclecia odlatujące na zimę do Afryki doszły do wniosku, że Afryka jest jednak daleko, a tu w tej krainie zwanej przez ludzi Camargue zima wcale nie jest taka zła. W słonawych wodach żyje mnóstwo alg, na których żerują małe, różowe kraby (Artemia salina), nie tylko pożywne i pyszne, ale jeszcze nadające flamingowym piórom różowy odcień. Więc po co wędrować dalej?

Camargue - pink flamingos

Niestety, bagna i laguny Camargue niszczeją. Długoletni brak opadów spowodował, że poziom wód jest za niski i nie tylko ptaki, ale i inne stworzenia często nie znajdują odpowiedniej ilości jedzenia, bądż ich siedliska nie są już tak bezpieczne. Wprawdzie cały obszar Camargue to wielki park prawnie chroniony, ale mimo że ludzie tym razem nie wnoszą wielu zmian w tamtejszy ekosystem, to zmiany klimatyczne na pewno nie będą łaskawe dla tej cudownej krainy.

Spotkaliśmy jeszcze jedno wodne zwierzę zamieszkujące ten obszar. Nie mamy pewności kim jest ten duży gryzoń, ale myślimy, że to Pani Nutria. Kto wie, niech powie.

Camargue - animal we don't know

niedziela, 01 maja 2016

Jak już wiecie, dopłynęliśmy do brzegu, na którym czekali na nas "menadierzy" - jeźdźcy na białych koniach. 

Camargue white horses

Konie i jeźdźcy stoją spokojnie, czekając aż przejdziemy kilkaset metrów przez błotniste kałuże i dotrzemy na pastwisko.

Camargue white horses

Ich zadaniem jest wyodrębnić ze stada przywódcę, odseparować go i zagonić w odpowiednie miejsce. Reszta byków podąża za przywódcą, który dla nas wyróżnia się tylko dzwonkiem na szyi, zwanym "simbeu".

Camargue's bulls

Byk jaki jest każdy widzi, ale te są zupełnie inne, niż hiszpańskie, które ważą od 500 do 700 kilogramów i mają rogi skierowane ku dołowi. Te, które widzimy ważą od 30 do 400 kilogramów, a ich rogi celują w górę, układając się na kształt liry.

Byki z Camargue są szczęściarzami. Ich biedni kuzyni z Hiszpanii widzą arenę tylko raz, zanim umrą (dlaczego Hiszpanie nie chcą zrezygnować z tej obrzydliwej, okrutnej i barbarzyńskiej "tradycji"?). Tutejsze byki są całkowicie bezpieczne i chyba mają dużo zabawy w czasie bezkrwawego "course camarguaise".

Camargue's bulls

Byki, które widzimy mają od 2 do 13 lat, dożywają do 16. Zdarza się, że przez całe życie nie widzą ani jednej krowy. W ten sposób dba się o ich spokój i odstresowanie, bo nie walczą o samice, nie ranią się i nie tracą energii na jakieś tam bycze życie rodzinne (ciekawe kto im podaje piwo?). Przez cały rok żyją na pastwiskach, w stadach, w których skupiają się byczy faceci z różnych manad. 

Kiedy kończą rok biorą udział w "ferrade". Dostają imię i oznakowanie z lewej strony grzbietu, a potem są pozostawione w spokoju, aż skończą 3 lata. Wtedy to "manadier" (ranczer) zaczyna testować ich agresję. Jeśli byk potrafi się zachować na arenie, czyli jest wystarczająco wkurzony, kiedy na nią wpada, oznacza to, że nadaje się do tradycyjnej gonitwy, zwanej "course à la cocarde".

W tej tradycyjnej, starej gonitwie byk staje naprzeciw 15 młodym ludziom, "raseteurs", ubranym na biało i uzbrojonym w niewielkie grabki, którymi muszą, w ciągu 15 minut zgarnąć trofeum umieszczone pomiędzy byczymi rogami. Zwykle są to czerwone kokardy, stąd nazwa całej zabawy.

Camargue's bulls

Trwa to od Wielkanocy do września, a poszczególne byki biorą w tym udział najwyżej raz na miesiąc, ponieważ bardzo ekscytują sie przebywaniem na arenie.

Camargue's bulls

Byki kończą swoją karierę w wieku 10-12 lat. Wracają wtedy do spokojnego życia na pastwiskach. Te, które nigdy nie zostały wybrane do "courses a la cocarde" biorą udział w corocznej gonitwie, odbywającej się w każdej wiosce. Rano odbywa się "abrivado", kiedy byki są eskortowane przez uliczki przez białe konie i jeźdźcow z rancza i zapędzone na arenę. Wieczorem odbywa się "bandido" - byki - szefowie, te najszybsze, z dzwonkamu u szyj biegną na początku, za nimi podąża stado. Między nimi, z niesamowitą zręcznością poruszają się białe konie, które utrzymuja porządek wśród biegnących byków. I wszyscy wracają na pastwiska.

czwartek, 07 kwietnia 2016

Konie z Camargue są dla mnie stworzeniami mistycznymi, jak jednorożce. Przechowałam pamięć o nich od dzieciństwa aż do teraz. I wreszcie są - białe, spokojne, śliczne.

Camargue white horses

Białe konie żyją w delcie Rodanu od tysięcy lat. Ludzie z Camargue używają ich do pasania stad byków, których na szczęście nie zabijają jak Hiszpanie, tylko wykorzystują je do uświetniania uroczystości religijnych, parad i miasteczkowych uroczystości. Mijamy wiele koni pasących się nad wodą kanałów. W zaroślach widać ich białe grzbiety i tyłki, niektóre, te należące do którejś z manad pasą się w niewielkich stadach. Nie zwracają uwagi na otoczenie, mają własne, koniowe sprawy.

Camargue white horses

Trudno uwierzyć, że to półdzikie konie, które puszczane są wolno i pasą się na bagnach, nie bojąc się komarów ani złej pogody. Trudno uwierzyć, jakie są silne. Potrafią poruszać się w bagnie, które sięga im do brzucha. Są niewielkie, wysokość w kłębie to około 1,4 m. ale jest to odpowiednia wysokość, aby jeździec mógł się łatwo poruszać pośród stada byków (o których jeszcze muszę opowiedzieć). Tylko konie-mężczyźni są ujeżdżani i tylko oni pracują. Klacze pozostają na wolności, dzikie i swobodne, są przeznaczone do rodzenia źrebaczków, ale mam nadzieję, że w tej kwestii mają wybór.

I wreszcie trudno uwierzyć, że żaden z tych koni nie rodzi się biały! Ich ulubione kolory przy urodzeniu to czarny, szary, brązowy, kasztanowy... 

Ich sierść zmienia się stopniowo, kiedy każdej wiosny zrzucają nadmiar sierści, by z nastaniem jesieni ubrać się w grubsze, z roku na rok coraz bielsze futro. Zima w Camargue jest ciężka: silne, północne wiatry i obfite deszcze nie są fajną pogodą dla źle ubranych zwierząt. Cały proces zmiany trwa około pięciu lat. Wtedy stają się całkiem białe.

Camargue white horses

Zbliżamy się do jednej z manad. Czekają już na nas jeźdźcy, ubrani w tracycyjne stroje. Pokażą nam jak prosi się byki, żeby były grzeczne i poszły tam, gdzie chcą ludzie. Ale o tym w następnym odcinku

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10