Flag Counter
Blog > Komentarze do wpisu

Dalej na północ, czyli najlepsza miejscówka na świecie

17 czerwca, niedziela

Słońce nad horyzontem

Temperatura: 10 stopni

Pozycja: na zachodzie jesteśmy na tym samym równoleżniku, co południowe wybrzeża Grenlandii. Na wschodzie, daleko, daleko, około 2000 mil mijamy straszliwą Workutę.

Ok. 10:00

Całą noc wiatr uderzał w statek, który trzeszczał i kołysał się, wywołując niepokój u szczurów lądowych. Nie jest to sztorm, ale fale są wyższe niż w poprzednie dni. Z mapy wynika, że jesteśmy między Morzem Grenlandzkim a Morzem Barentsa, czyli gdzieś pośrodku Oceanu Arktycznego. 

Na horyzoncie pustka - ani skał, ani okrętów, ani platform wiertniczych. Widziałam mewę latającą tuż nad falami, ale ona chyba mieszka na statku i wędruje sobie z nami po świecie. Jest szaro, chmury wiszą nisko, a nastroje może poprawić tylko obfite i pyszne jedzenie. Tego na szczęście nam tu nie brakuje. I nie mogę się oprzeć tym małym, cukierniczym cudeńkom, z których każde ma inny smak...

ok. 12:00

Zajrzeliśmy na wykład "Ocean ahead: how our ships move". Było to dość ciekawe, nawet jak dla kogoś, kto tak jak ja ma niewiele wspólnego z techniką, choć wiele jej aspektów jest bardzo interesujących. Na szczęście wśród wielu bezcennych informacji przekazanych nam monotonnym głosem przez Głównego Mechanika, uzyskałam odpowiedź na nurtujące mnie pytanie: "czym do diabla powodowany jest ten powtarzający się głośny dźwięk, jakby statek miał właśnie zderzenie z małą, malutką górą lodową?". "It's a splash" - odpowiedział. Jasne. Pasażerom z Titanica też tak mówiono.

Idziemy do kawiarenki internetowej dowiedzieć się jakie są ceny.

ok. 17:00

Prowadzimy dziś bardzo zdrowy tryb życia. Poza jedzeniem i wykładem wylegujemy się prawie cały dzień. Odpuściliśmy nawet lekcję foxtrota na korzyść filmu "Tower heist". Posiedzieliśmy w bibliotece, porozmawialiśmy z bardzo sympatycznym małżeństwem z Niemiec i tak zleciał nam czas. W domu nigdy nie mamy okazji do takiego lenistwa i to przy pełnym korycie.

Piękna biblioteka na naszym statku

Wieje bardzo, więc nawet nie wychodziliśmy na pokład spacerowy, zresztą po co się męczyć. Jesteśmy podekscytowani jutrzejszym dniem - dotrzemy na legendarny Spitsbergen, największą wyspę archipelagu Svalbard.

Svalbard, odkryty przez holenderskiego kapitana Willema Barentsa w 1596 jest otoczony jednymi z najbardziej niebezpiecznych wód na Ziemi. Wyspy są domem dla lisów arktycznych, niedźwiedzi polarnych, reniferów i wielu gatunków ptaków. Góry na wyspach są dzikie i strome, tworzą głębokie fiordy kształtowane przez potężne lodowce. Duża część archipelagu jest chroniona jako rezerwaty i Norweskie Parki Narodowe.

Przy każdej okazji wypatruję wielorybów. Wieloryb ponoć objawia się tym, że wypuszcza wysoko fontannę wody i pokazuje kawałek ogona. Nic takiego nie udaje mi się zobaczyć na wzburzonej powierzchni.

To właśnie teraz jest pora ich corocznych wędrówek z cieplejszych regionów do zimnych, ale bogatych w plankton wód północy. Pokonują ponoć 16 tysięcy kilometrów, co jest chyba rekordem wędrówek zwierząt. Choć marzę o zobaczeniu tych przepięknych stworzeń, to jednak wolałabym, żeby omijały z daleka wody Norwegii. To dziwne, ale rząd tego kraju ładuje miliardy koron w ochronę przyrody na całym świecie, a wraz z Japonią i Islandią nie chce zaprzestać polowań na wieloryby. Shame on you, Norway!

NOTKA: Jeśli jesteś zainteresowny/a ochroną morskich zwierząt, a w szczególności waleni, odwiedź stronę www.seashepherd.org "Sea Shepherd" to fantastyczna organizacja działająca na rzecz ochrony morskich zwierząt. Nie dajcie się zwieść propagandzie, która przedstawia "pasterzy morza" jako terrorystów, zagrażających porządkowi społecznemu. Nikt inny nie występuje tak mocno w obronie bezbronnych mieszkańców morza.

ok. 20:00

Wieczornych atrakcji jest bez liku: poza turniejami w kasynie możemy odwiedzić promenadę handlową i dowiedzieć się czego o diamentach. Możemy obejrzeć mecz Włochy : Irlandia na Euro 2012. Możemy obejrzeć występ statkowych artystów w teatrze. Możemy iść tańczyć na Midnight sun white party. Możemy iść napić się kakao, może coś przekąsić, a potem poczytać książeczki w ciepłym świetle przyłóżkowych lamp, zerkając na film w pokładowej TV.

Nocne sushi

Mimo, że ciągle jasno wybieramy tę ostatnią opcję.

INFO: ceny internetu na statku są następujące: 1 minuta - 75 centów. 38 minut - 24,95$. 90 minut - 49,95$. 555 minut - 199,95$. Jeśli ktoś w czasie rejsu będzie tylko siedział przy komputerze, to jest jeszcze opcja 1666 minut za 399,95$.

RADA: Nie warto korzystać z "płatnych" restauracji. Kolacja w jednej z dwóch restauracji a la carte kosztuje średnio 30$ na głowę. To, co dostaje się do jedzenia niewiele różni się od "darmowych" kolacji w ogólnej restauracji ("darmowych", czyli w cenie rejsu). Obsługa jest równie fantastyczna jak w specjalnych restauracjach, a alkohol i tak zamawiany jest w okolicznych barach i jest dokładnie taki sam. 

wtorek, 10 lipca 2012, e.urlik

Polecane wpisy